MONTESSORI – LEKCJA I

MONTESSORI  – JAK TO SIĘ ZACZĘŁO.

Poznaliśmy Montessori 7 lat temu. Przyznaję że wtedy na temat tej metody nie wiedzieliśmy prawie nic. Z polecenia znajomych postanowiliśmy zapisać 3 letniego wtedy Olusia do przedszkola. Na „rozmowę kwalifikacyjną” poszliśmy przekonani, że powinniśmy wychwalać umiejętności i zdolności naszego syna, żeby wypadł jak najlepiej, żeby został przyjęty. Trochę zdziwił nas Dyrektor, który więcej opowiadał niż pytał. Wcale nie chciał słuchać, że Oluś uczy się już angielskiego, zna literki, buduje kreatywne konstrukcje z lego i jest wysportowany. To nie miało znaczenia. Po czasie zrozumiałam, że rozmowa miała za zadanie sprawdzić nas jako rodziców. Dowiedzieliśmy się wtedy, że do tego przedszkola nie przyjmują Dziecka, tylko Rodzinę. Teraz wiem dlaczego. Montessori nie działa na zasadzie: „Drogie przedszkole, proszę mi zrobić mądre dziecko”. Montessori działa, jeśli rodzina jest gotowa aby przyjąć jego zasady i wprowadzić je również do domu. Musi być spójność. Zaufanie i cierpliwość. I szacunek. Do Dziecka i do Metody.

Chyba wypadliśmy jednak nieźle jako Rodzina na tej rozmowie, bo kilka tygodni później rozpoczęliśmy przygodę z Montessori, która trwa do dziś. Zarówno Oluś jak i Cyprian skończyli już przedszkole i poszli do szkoły prowadzonej nadal tą Metodą. Gaja zacznie przedszkole za rok, a zapisana została jeszcze przed urodzeniem 🙂 Nie ma dnia żebym nie dziękowała za to że nasze dzieci mogą się tam uczyć, nie wkładane w sztywne ramy, nie porównywane, nie oceniane… wolne.

Wiem że wiele z Was interesuje temat Montessori. Często mnie o to pytacie. Postanowiłam więc rozpocząć cykl na blogu „Montessori – lekcja” i podzielić się z Wami moim doświadczeniem z metodą Montessori jako rodzica. Nie wyobrażam sobie żebym mogła zmieścić się w jednym poście, zresztą nie chciałabym Wam zabierać aż tyle czasu jednorazowo 🙂 Dlatego postanowiłam że w każdym wpisie na ten temat poruszę jakąś charakterystyczną dla Montessori zasadę, którą poznaliśmy i którą wprowadziliśmy również do naszego domu.

 

 

NIE OCENIAMY!

Pewnego dnia, kiedy przyszłam do przedszkola po Olusia, on podbiegł do drzwi ze swoim rysunkiem. Ja oczywiście krzyknęłam „Jaki piękny!! (bo naprawdę byłam zachwycona 😉 na co Wychowawczyni skarciła mnie wzrokiem i powiedziała: „Nie chwalimy! Olusiowi się podoba i to wystarczy!”… w pierwszej chwili poczułam złość. Nie mogłam przełknąć tej uwagi. Jak to? Dlaczego?  Ta sytuacja chodziła mi po głowie cały dzień i bardzo powoli docierał do mnie sens słów Nauczycielki..

 

Określanie czyjejś pracy, zachowania, wyglądu jest zawsze subiektywną oceną. Dziecko które jest oceniane, uczy się, że powinno sprostać czyimś oczekiwaniom. Z czasem traci umiejętność określenia czego samo chce, co przynosi mu satysfakcję, z czego jest zadowolone. Chce zadowolić innych. Chce usłyszeć pochwałę lub dostać dobrą ocenę. Przestaje pracować dla siebie, przestaje dążyć do wiedzy, umiejęstności. Powoli traci poczucie własnej wartości.

 

 

Nie znaczy to wcale że mamy bezkrytycznie podchodzić do wszystkiego co robi dziecko, nie wyrażać swojej opinii, nie zauważać jego starań ani błędów. Wystarczy nauczyć się w jaki sposób układać wypowiedź, aby nie była ona oceną tylko opinią.

Zamiast powiedzieć: „Jaki piękny rysunek”. powinnam powiedzieć „Podoba mi się to co narysowałeś”.

Zamiast powiedzieć: „Świetnie wypadłeś!” można powiedzieć „Jesteś z siebie zadowolony?”

Zamiast powiedzieć: „Mogłeś zrobić to lepiej!” można powiedzieć „Jak myślisz, mogłeś zrobić to lepiej?”

Zamiast powiedzieć: „Zejdź stamtąd bo spadniesz!” lepiej powiedzieć ” Boję się że spadniesz!”

 

 

 

NIE ZMUSZAMY DZIECKA ABY DZIELIŁO SIĘ SWOJĄ WŁASNOŚCIĄ

Pamiętam że jedną z pierwszym zasad której nauczyło nas przedszkole, był szacunek do prywatności i do własności dziecka. Dowiedzieliśmy się, że nie powinniśmy nakłaniać go, aby podzieliło się wiaderkiem w piaskownicy z innym dzieckiem, jeśli tego nie chce. Nawet jeśli w oczach dorosłych jest to „nie kulturalne”, ważniejsze jest aby uszanować wolę dziecka.  Zasada „Trzeba się dzielić” nie działa w Montessori. Tu ważniejsza jest zasada „Podziel się jeśli masz na to ochotę”.

W Montessori dzieci się nie bawią. Pewnie dla wielu nie zaznajomionych z tematem osób brzmi to przerażająco ale kiedy jako rodzic słyszysz z ust dziecka dumne „Mamo, dziś pracowałem szorstkimi literami”, wiesz że wszystko jest w porządku.

Nie zliczę ile razy podczas wizyty u fryzjera, moje dzieci na pytanie” I jak tam w przedszkolu, macie dużo zabawek, lubisz się bawić?” – odpowiadały „My się nie bawimy, my pracujemy”.. a ja na prędce musiałam tłumaczyć przerażonej pani fryzjerce, że to takie specjalne przedszkole, że Montessori, że praca własna.. daremnie 😉

Dla montessoriańskich dzieci, słowo „praca” nie kojarzy się z przymusem, z wysiłkiem, z nudą. Mają wyznaczony czas tzw. Pracy Własnej kiedy same decydują jaką pomocą będą pracowały. Nauczyciel służy radą, podpowiada, robi prezentację. Jednak to dziecko samo dochodzi do wiedzy lub umiejętność, w swoim własnym tempie, swoim sposobem. Samo decyduje czego chce się uczyć w danym dniu, w danym czasie. Ma do wyboru różne strefy na które podzielona jest klasa – sensoryka, czynności życia codziennego, matematyka, geografia itd. Ma więc wolność wyboru i intuicyjnie czuje, na co jest rozwojowo gotowe.

Wybierając pomoc, dziecko ma prawo do prywatności i spokoju. Swoją własną strefę uzyskuje poprzez rozłożenie dywanika lub zajęcię miejsca przy stoliczku. Może podzielić się swoją strefą z kolegą ale nie musi. Każdy powinien to uszanować.

Zasadę prywatności bardzo łatwo wprowadzić do domu. Wystarczy kupić kilka małych dywaników i ustalić że jeśli dziecko bawi się na nim swoją zabawką, nikt inny nie może mu jej zabrać ani przeszkodzić w zabawie. To świetna metoda na zmniejszenie ilości kłótni wśród rodzeństwa 🙂

 

 

 

JEŚLI CHCESZ MI COŚ POWIEDZIEĆ, POŁÓŻ DŁOŃ NA MOIM RAMIENIU I POCZEKAJ

W naszym przedszkolu, zamiast podnosić rękę do góry krzycząc „Proszę pani, proszę pani!”, dzieci dłoń rękę na ramieniu i czekają aż osoba której chcą coś powiedzieć wyrazi gotowość żeby słuchać. Ta zasada spowodowała wielokrotnie zdziwoną minę pani w sklepie, kiedy moje dzieci kładły mi rękę na ramieniu i czekały aż skończę z nią rozmawiać 🙂 Nie raz też w trakcie rozmowy telefonicznej, nagle czułam na ramieniu małą rączkę cierpliwie czekającego na swoją kolej syna.

 

Dzieci lubią zasady i chętnie się ich trzymają. Bardzo łatwo uczą się ich przestrzegać jeśli my dorośli również to robimy. Czują się bezpiecznie funkcjonując wśród ustalonych reguł a nawet traktują je jak fajną zabawę 🙂


 

 

Te trzy punkty które Wam dziś opisałam to jedne z pierwszych zasad jakie poznaliśmy rozpoczynając edukację w Montessori. Może dość zadziwiające na pierwszy rzut oka, ale po wprowadzeniu w życie – bardzo mądre.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Instagram

  • Przed nami pewnie ostatnie lato „w wózku”.. lubię ten czas ☺️ człowiek zapakuje wszystko co potrzebne, kawa w dłoń i idzie 😍 
#spacery .
.
.
.
#wiosna #springvibes #ootd #streetwear #streetstyle #instamama #mamatrojki #bugaboostroller #lamillou #backpack #lovelife
  • Coraz bardziej lubi swój nowy pokój ☺️ wcale jej się nie dziwie 😍
#pokoikgai .
.
.
.
.
#babygirl #babyroom #interiordesign #roomforkids #kidsroom #mamatrojki #momof3 #instamama #lovelife #mygirl #kocham #roomdecor #babyroomdecor
  • Odwiedziła nas wczoraj @dzika.pracownia 🌱 Moniu, dziękujemy że przyniosłaś nam do domu wiosnę 🌸 
#springvibes
  • To zdjęcie zrobione wczoraj ale dziś wszyscy wyszli z domu w skarpetkach nie do pary☺️ #dzienkolorowejskarpetki #swiatowydzienzespoludowna #akceptujemy #szanujemy #mojedzieci #rodzenstwo #kochamnajmocniej #instamama #mamatrojki #momof3 #love
  • Miłego dnia ☀️
#lecimyztymwtorkiem .
.
.
.
#coreczkamamusi #ootd #babyoutfits #babygirl #streetwear #streetstyle #love